ŚBK – A miało być tak pięknie… czyli książkowe pomyłki

Wiem, że od dawna nie pisałam nic na blogu, jednak mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. W końcu jestem tylko człowiekiem. Problemy zdrowotne, stresująca atmosfera w pracy i kilka innych rzeczy nałożyły się na siebie, przez co kompletnie nie miałam głowy do pisania.
Na szczęście jednak wracam do was, żeby kontynuując swoją “twórczość” w ramach grupy Śląskich Blogerów Książkowych – szukajcie na www.silesiaczyta.pl – wypowiedzieć się na kolejny ciekawy temat.

Książkowe pomyłki. Co zatem kryje w sobie tenże temat.
Tym razem nie chodzi o moje wypociny literackie, ale o wypociny innych, które wydały mi się intrygujące a skończyło się… no właśnie, pomyłką czytelniczą.

Pierwsza “książka”, która przychodzi mi do głowy, to “Maszynopis z Kawonu” Tomasza Kowalczyka. W sumie zaczęło się od tego, że autor prosił o recenzję. Praca liczy sobie niecałe 150 stron i wygląda jak mały zeszycik znacznie bardziej niż jak faktyczna książka. Autor jest opisywany jako poeta, a ów “Maszynopis z Kawonu” miał być jego debiutancką powieścią.
Problem polega na tym, że – mimo, iż w liceum sama pisałam wiersze – to zupełnie nie ogarnęłam tego, co autor miał na myśli. Był to zlepek chaotycznych wydarzeń, w dodatku opisanych językiem, którego mój mózg nie ogarnia i to z użyciem mnóstwa słów, których większośćludzi nie zna i nie rozumie.
Może i autor chciał wydać się czytelnikom elokwentnym, rozwiniętym intelektualnie człowiekiem, ale dla mnie jest po prostu osobą, która w ramach 150 stron chciała użyć jak największej ilości niezrozumiałych słów, nie mając przy tym jasnej wizji historii, którą próbował opowiedzieć. Równie dobrze mógł każdą historię… ba! każdy wątek… rozwinąć w zupełnie dobrą historię i w ten sposób stworzyć serię książek, które znacznie lepiej przypominałyby faktyczną książkę.
Wniosek: “Maszynopis z Kawonu” okazał się być jawnym przerostem formy nad treścią.

Druga pozycja to na mojej liście cała saga “Zmierzch”.
Tak, wiem, wielu ludzi będzie mnie chciało za to powiesić. Od dawna bowiem wiadomo, jaka walka szaleje pomiędzy zwolennikami Zmierzchu i Harry’ego Pottera, ale to nie o to chodzi, co kto lubi bardziej. Co do Stephanie Meyer, chodzi mi bardziej o samą historię. Przeczytałam sagę, to fakt, przyznaję. Wszystkie cztery części. Nie dla zasady “znaj swego wroga”, tylko z ciekawości, dlaczego tak wielu ludzi to uwielbia.
I strasznie się zawiodłam. Historia jest płytka jak osobowość głównej bohaterki, a trójkąty Ludzie – Wampiry – Wilkołaki tylko wszystko pogorszyła. Aż szkoda tracić czas na spędzenie choćby minuty z tymi książkami w ręku.

Kolejną pozycją na liście będzie coś innego niż to, co zwykl czytam, czyli “Jedz, módl się, kochaj” Elizabeth Gilbert. Szczerze, nie kojarzę autorki, ale zapowiedź filmu w konsekwencji zaciekawiła mnie do zajrzenia do książki. I to był błąd. Historia bohaterki – o matko zlituj się: ponoć autentyczna historia autorki – to lukrowana podróż do “odnalezienia samej siebie” poprzez podróż po świecie, od Włoch (jedz), przez Indie (módl się), aż na Bali (kochaj). Błagam, gdyby życie było takie jak w tej książce…

***

Szczerze powiedziawszy myślałam, że pozycji na liście tych “najgorszych” będzie więcej, a tu masz ci los – ograniczyłam się tylko do kilku punktów.
Ale może to i dobrze – przynajmniej wiem, że aż tak wielu pomyłek jako czytelniczka nie popełniłam.
Mam nadzieję, że niektórzy blogerzy podzielą choć w części moje poglądy. Jeśli nie, w końcu od tego istniejemy w blogstrefie by wymieniać się opiniami i różnić poglądami. Inaczej byłoby nudno.

~Iwona “Izzy”

RECENZJA – Hanna Dikta “We Troje”

hanna dikta

Hanna Dikta, mieszkająca w Piekarach Śląskich absolwentka filologii polskiej Uniwersytetu Śląskiego, laureatka wielu konkursów poetyckich, kobieta, żona, matka.
Niedawno nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazała się drukiem pierwsza powieść pani Dikty o wymownym tytule “We Troje”.
Ale co tak naprawdę kryję się za tym tytułem?

Ilu ludzi, tyle interpretacji. Każdy bowiem może odebrać tytuł książki według swoich własnych skojarzeń. Nie można natomiast powiedzieć, by jakiekolwiek z tych skojarzeń nie mijało się z prawdą. “We Troje” to bowiem książka skomplikowana fabularnie równie mocno jak skomplikowane były uczucia głównej bohaterki.
Debiutancka powieść Hanny Dikty opowiada bowiem o historii, która może przytrafić się każdemu z nas, zwykłych ludzi. Jest to opowieść o zmaganiu się z chorobą; o lęku przed nią; o bólu jaki niesie osobom z najbliższego otoczenia, a także o niuansach etycznych, rozchwianiu emocjonalnym i dziwnych międzyludzkich relacjach w każdej rodzinie.

Historia Agaty – bohaterki książki – pokazuje, jak wiele może się zmienić w ciągu zaledwie roku w życiu kazdego z nas. Zamknięcie się na śmierć bliskiej osoby, brak porozumienia między rodzeństwem spowodowany prozaicznymi różnicami osobowości; serce, które w podobnych sytuacjach bierze górę nad racjonalnym myśleniem, a w końcu kolejna rodzinna tragedia. Wydarzenia sypią się jak lawina, następując jedno za drugim, powodując tym samym jeszcze większą niepewność Agaty co do własnego życia, własnej przyszłości. Brak pogodzenia się ze śmiercią matki, brak porozumienia z siostrą chorą na raka, oddalenie się od własnego męża spowodowane nagłym uczuciem do szwagra… To wszystko składa się na chaos panujący zarówno w sercu jak i w umyśle Agaty, która dopiero po tragicznym wydarzeniu ostatecznie przystępuje do walki. Do walki o własne życie.

we troje

“We Troje” to powieść obyczajowa odkrywająca wiele płaszczyzn życia. Widać tu relacje między rodzeństwem; wpływ relacji rodzic – dziecko na owe relacje, a także na późniejsze postrzeganie innych, tych, z którymi dorosłe już dziecko zwiąże swój los. Jest to powieść, w której przeplatają się wszelkie emocje, od siostrzanej miłości, przez zaufanie (zarówno to budowane latami, jak i to wywiązujące się od pierwszego spotkania), aż po żal i ból psychiczny wywołany brakiem moralnego przyzwolenia na miłość.

Książka napisana została z perspektywy kogoś, kto cały czas stał z boku, a jednak wiedział dokładnie, co dzieje się w głowie głównej bohaterki; cichego obserwatora wydarzeń zarówno wzniosłych jak i bolesnych. Dzięki tego typu narracji czytelnik bardzo szybko wciągnięty zostaje w wir, który wciąga go do czytania.
Dlatego też z chęcią polecam zainteresowanie się debiutancką książką Hanny Dikty z czystym sumieniem, że czytelnik nie pozostanie zawiedziony.

Po więcej informacji na temat książki i jej autorki zapraszam pod niżej umieszczone linki:
WWW książki: KSIĄŻKA
WWW autorki: AUTORKA

~Iwona “Izzy”

Muzyczne inspiracje twórcze

Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, założyłam tego bloga nie tylko dla pisania o książkach jako takich. Na pewno nie chciałam ograniczać się do opisywania moich ulubionych powieści, pisania recenzji i tematy poboczne (absurdalne przykłady: “Z kotem na kolanach, czy na głowie” lub “Dlaczego kocham książki bardziej niż ludzi?”).

Ponieważ sama tworzę – a póki co jest to proces mozolny, migrenowy i całkowicie antyspołeczny – zaczęłam się zastanawiać, jak opisać stan umysłu podczas pracy twórczej.
Paradoksalnie pierwsze pytanie, które przyszło mi do głowy nie brzmiało:
“Dlaczego zdecydowałam się pisać?”
tylko:
“Co cię zainspirowało do pisania?”

I jak pierwsze pytanie jest po prostu durne, bo w końcu każdy ma wlasny powód do napisania książki (żądza sławy, pieniędzy, fanów… większej ilości pieniędzy… większej sławy… więcej fanów od innych…) …
Mój przypadek jest inny, ale napiszę o tym w innym poście, jeśli pozwolicie…
Tak drugie pytanie to już całkowicie inna bajka. Bo widzicie, mnie do wszystkiego zainspirowała muzyka.

MUZYKA zainspirowała mnie do stworzenia najważniejszych elementów mojej “twórczości”.
A żeby było zabawniej, stworzyłam listę artystów, którzy z osobna złożyli się na cały witraż stanowiący o całości mojej twórczości, bo każdy z tych wykonawców wpłynął na inny element mojej twórczości. Udowodnić? Proszę bardzo i zapraszam serdecznie na moje TOP 7 (O, ironio – szczęśliwa siódemka!) artystów, którzy odcisnęli swoje piętno – tak, PIĘTNO – na mojej twórczości wraz z wyjaśnieniem.
P.S. I chwała im za to!

TOP 7

1 a-ha
1. A-ha
Odkryłam ich stosunkowo późno w swoim życiu. Chyba nawet ZA późno, bo dopiero około roku 2000/2001, ale od tamtej pory kocham ich miłością bezwarunkową i bezgraniczną. To dzięki nim zaczęłam pisać swoją pierwszą książkę. Dzięki nim powstała idea – główny pomysł – powieści, która później przerodziła się w trylogię. Ich piosenki inspirują mnie do praktycznie każdego rodzaju scen, które potem opisuję. Ich piosenki wywołują w mojej głowie nieustanną ferię barw, która płynie przeze mnie jak rzeka. A ja nie zamierzam przerwać jej biegu.

2 the cure

2. The Cure
Ok… Tu jest inaczej, bo i sam zespół The Cure jest dość specyficzny. Nie każdemu ich muzyka przypadnie do gustu. Ja, dzięki pewnemu znajomemu, zakochałam się w ich dźwiękach natychmiast. Dosłownie zwalili mnie z nóg utworami takimi jak “Lullaby”, “Just like heaven” czy “Bloodflowers”. The Cure to mój jedyny lek na melancholię i gorszy okres choroby, na którą cierpię od czasów gimnazjum. Dlatego nic dziwnego, że inspirują mnie do tworzenia scen mrocznych, przygnębiających lub walk wewnętrznych bohaterów. Nikt inny nie mógłby na mnie zadziałać jak “popychacz” bardziej niż oni.

3 private-line

3. Private Line
Tu inspiracja może wydać się dziwna. Kiedy odkryłam ten zespół i po raz pierwszy zobaczyłam teledysk do utworu “1-800-OUT-OF-NOWHERE” pomyślałam: “Co ja właściwie zobaczyłam?”. Kolejną myślą było: “Są tak dziwni, że aż… DZIWNI… Lubię ich!”. Od tej pory uwielbiam ich słuchać nie tylko od wielkiego dzwonu, ale prawie codziennie. I to z czystej przyjemności. Czyżbym stała się rockerką? Możliwe, choć co do samej inspiracji, to zdecydowanie w dużym stopniu przyczynili się do napisania przeze mnie sporej cześci scen walki albo szalonych zachowań. W końcu wokalista przybrał postać Jokera w ostatnim oficjalnym teledysku grupy. Coś w tym jest!

4 alessandro safina

4. Alessandro Safina
Wiem, że już jeden zespół inspiruje mnie wystarczająco do melancholii, ale tu pojawia się istota o zupełnie innym oddziaływaniu na moje uszy. Po pierwsze, Alessandro jest Włochem. Po drugie, śpiewa po włosku (*niekontrolowany pisk*). A po trzecie, jest tenorem łączącym śpiew klasyczny z muzyką popularną. A wszystko zaczęło się, kiedy oglądając filmik z cyklu “A tribute to…” o jednym z bohaterów pewnej sagi o czarodziejach usłyszałam w podkładzie muzycznym jego utwór “Luna”. Sam utwór jest obłędny! OBŁĘDNY!!! nigdy nie byłam fanką muzyki klasycznej i tenorów, ale ten człowiek zmienił moje życie. I mój mózg, do dźwięków jego utworów zaczął na potęgę produkować sceny przepełnione uczuciami. I to nie tylko miłością, ale też dozgonnym zaufaniem, wściekłością, radością, smutkiem… Safina wie, jak pobudzić wyobraźnię głosem, to na pewno.

5 goo-goo-dolls.jpg

5. Goo Goo Dolls
A tutaj moja iskierka! Ten zespół jest dla mnie wyjątkowy nie tylko dlatego, że wokalista ma polskie korzenie. Oni są… Inni. Inni od pozostałych na liście artystów. Dlaczego? Bo za każdym razem, kiedy słucham ich muzyki, to w mojej głowie bynajmniej nie pojawia się nic co miałoby cokolwiek wspólnego z moimi najważniejszymi projektami literackimi. Zupełnie nic. Zawsze, kiedy ich słucham, w głowie układają mi się najróżniejsze historie… obyczajowe… takie z odrobiną przygody, zmianą, zaskakującą miłością… To do mnie zupełnie niepodobne. Z drugiej strony przy nich mogę odetchnąć od nadmiaru fantasy w mojej głowie.

6 foo fighters

6. Foo Fighters
Większość zna ten zespół i jego podwaliny. Nie powinno więc dziwić to, jak ich muzyka na mnie działa. “Do boju, ludziska! Przestać pieprzyć o bólu dupy!”… Taaa, więc wiadomo do czego mnie to inspiruje: WALKA !! (z przeciwnościami losu, z potworami, z mieczem w ręku, ewentualnie z siekierą…). No… Muszę ochłonąć…

7 Stala&SO

7. Stala & SO.
Tutaj coś idealnego na zamknięcie listy, czyli zespół glam rockowy. GLAM rockowy… Wiem, wiem, ale czytajcie dalej – będzie jeszcze śmieszniej. Dawno, dawno temu, w 2006 roku, Konkurs Piosenki Eurowizji wygrał fiński zespół hard rockowy Lordi. Na perkusji – proszę ja was – “potwór” imieniem Kita. Minęły lata, a Kita odszedł. Umarł i odrodził się na nowo (intrygujące epitafium na cześć bohatera, prawda?). Sampsa [na zdjęciu w samiutkim środku], który przez dekadę współtworzył ten potworny zespół, założył własną kapelę, w której przejął mikrofon. I tak powstał ten ów zespół, który widać na ostatnim zdjęciu. To chyba najdziwniejszy zespół, którego kiedykolwiek słuchałam, ale WOW! Jaka historia! Dzięki nim w mojej trylogii pojawili się bardzo znaczący dla całości bohaterzy, bez których cała fabuła nie miałaby kompletnie sensu… sensu, scen walki (o dziwo!), głównego – burzliwego – wątka miłosnego (say what?!) i w ogóle nie byłoby tak zabawnie jak jest.

To tyle słem wyjaśnienia moich nietypowych bodźców inspiracyjnych.
Jeśli zaś sprawa ma się z projektami literackimi większej skali to… no cóż. Wielka Siódemka swoją drogą, ale poniżej załączam dla tych, którzy korzystają ze Spotify linki do 3 najważniejszych projektów mojego życia. O samych projektach napiszę osobne notki, jeśli was to zaciekawi. Póki co możecie sprawdzić, jakie ścieżki dźwiękowe póki co stworzyłam dla swoich swóch trylogii i jednej sagi. Dodaję do nich na bierząco nowe utwory (staram się to robić sukcesywnie co tydzień).
Wiem, że może tam brakować wyżej wymienionych artystów z mojego TOP7, aczkolwiek musicie zrozumieć, że dla mnie “Inspirujący mnie artyści” i “Ścieżki dźwiękowe książek” to dwa zupełnie różne zagadnienia. Dlatego właśnie owe załączniki w postaci linków. Podaję je tutaj, ponieważ chciałabym was sprowokować do odgadnięcia tematyki poszczególnych projektów. I jestem niesamowicie ciekawa czy odgadniecie to choć częściowo.

~Iwona “Izzy”

TRYLOGIA “Słoneczna Tajemnica Avignon”
Soundtrack AVIGNON

TRYLOGIA “Konstelacja Oriona”
Soundtrack ORION

SAGA “Amber White/ Element Magii” (planowane 7 części)
Soundtrack AMBER WHITE

ŚBK – autorzy, którzy poruszają nasze dusze

ŚBK – autorzy, którzy poruszają nasze dusze

Dzisiaj coś nowego. Coś innego.

Moje pierwsze TOP10 (15) autorów, bez których nie wyobrażam sobie życia. Nie wyobrażam sobie też kim byłabym, gdyby nie ci najlepsi z najlepszych w moim życiu czytelniczym.
Nie ukrywam, że od dziecka kochałam książki. Od dziecka chciałam sama stać się jedną z takich osób. I mimo, że przede mną jeszcze daleka droga, to wiem, że zawsze mogę wrócić do książek napisanych przez te wspaniałe osoby. Ale żeby nie przedłużać przejdę do samej listy.
Moje TOP 10 najlepszych autorów, których dzieła wzięłam do ręki niejednokrotnie:

1 jk rowling

1. J.K. Rowling
Od niej zaczęła się magia. To ona wprowadziła mnie w tematykę serii książkowych, od których po dziś dzień nie potrafię się oderwać. Dzięki niej sama zapragnęłam pisać, tak na poważnie.

2 Stephen King

2. Stephen King
Mistrz horrorów, ale nie tylko. W końcu sam podjął temat gatunku fantasy pisząc serię książek “Mroczna Wieża”, która przełamuje jego status króla “straszydeł”. Chwała królowi!

3 Neil Gaiman

3. Neil Gaiman
Nikt, kto fascynuje się fantastyką nie może pominąć jego klasyków jak “Nigdziebądź”, “Amerykańscy bogowie”, “Gwiezdny Pył” czy “Koralina”. I choć długo się do niego przekonywałam, to nie żałuję ani jednego słowa.

4 Terry Pratchett

4. Terry Pratchett
Kto go nie kocha? Tylu książek ile on napisał, to chyba niewiele osób przebiło. A każda praca jaka przechodziła na papier z jego głowy stawała się perełką gatunku, emanując nie tylko kolejnym pomysłem, kolejną historią, ale też nietuzinkowym poczuciem humoru, który pokochały miliony. W tym ja.

5 J. R. R. Tolkien

5. J.R.R. Tolkien
Klasyk większy od wszystkich klasyków swojego gatunku. Prekursor tworzenia całego wszechświata literackiego, jaki przedstawił w swojej trylogii “Władcy Pierścieni”. Geniusz jedyny w swoim rodzaju, który poza sławną trylogią stworzył wokół niego całą magiczną otoczkę wraz z oryginalnym językiem, mitologią i preludium do przygód Froda w postaci “Hobbita”. Jestem mu za to dozgonnie wdzięczna.

6 C.S. Lewis

6. C.S. Lewis
Lewis był niemalże rówieśnikiem Tolkiena, jednak w przeciwieństwie do niego w jego pracach nieustannie przewijał się temat chrześcijaństwa. Jako, że zawsze fascynowały mnie mitologie i inne wierzenia, nie miałam nic przciwko temu, by czytać jego książki. Saga “Opowieści z Narnii” czy “Trylogia Kosmiczna” to naprawdę wspaniałe dzieła, które napisane są tak wciągającym a zarazem łatwym do czytania stylem, że nie wyobrażam sobie, bym mogła tego nie przeczytać. I uwielbiam wracać do jego twórczości nie tylko ze względu na styl, ale też właśnie dla tych opowieści.

Camilla Lackberg c Bingo RimÇr (3).jpg
Camilla Lackberg c Bingo RimÇr (3).jpg

7. Camilla Läckberg
I tu jest wyjątek mojej listy. Camilla pisze bowiem kryminały i sensacje. Zaczęłam od “Lodowej księżniczki” i tak się zaczęła moja przygoda z tą autorką. A dzisiaj nie mogę oderwać się od jej powieści – rzadko się zdarza, żeby w głowie zawrócił mi ten gatunek literacki i to ona sprawiła, że rozwinęłam się w tym kierunku.

8 Edgar Allan Poe

8. Edgar Allan Poe
Legenda Poe jest nie do przebicia. Ma on dla mnie ogromne znaczenie odkąd podjęłam próbę studiowania na kierunku Bibliotekoznawstwa, kiedy to przerabialiśmy jego twórczość. Odmieniło to moje życie na wielu płaszczyznach. Poza tym, że rozwinęło to moją wrażliwość, to jeszcze zorientowałam się, że tak on jak i ja sama mamy skłonność do popadania w stany depresyjne, które widocznie rzutują na naszą własną twórczość. Nie ma drugiego Poe i nigdy nie będzie. Wystarczył jeden majstersztyk!

9 Stanisław Lem

9. Stanisław Lem
To chyba jedyny polski pisarz, którego czytam od czasu do czasu. I jedyny przedstawiciel fantastyki naukowej. Tak, wiem. Jego prace przerabia się jeszcze na etapie edukacji podstawowej i gimnazjalnej, a kto lubi lektury obowiązkowe? A tu niespodzianka, bo jego prace wydawały mi się tak dziwne, że je polubiłam. I to dzięki niemu i jego twórczości zachciało mi się łączyć we własnej twórczości na dalszym etapie życia czysty gatunek fantasy z science fiction. Kto by pomyślał, że będzie miał na mnie tak wielki wpływ?

10 Brandon Sanderson

10. Brandon Sanderson
Tu jest pewna trudność. Bo muszę ze wstydem przyznać, że zdecydowanie mam sporo do nadrobienia jeśli chodzi o tego autora. Wciąż jestem jednak pod wrażeniem “Elantris”, którą przeczytałam kilka razy, tak bardzo ją pokochałam. To on jako pierwszy odsłonił przede mną możliwość pisania historii z kilku różnych perspektyw i to mnie w nim zachwyciło. To wywarło na mnie duże piętno. I za to jestem mu wdzięczna.

Ale żeby tego było mało, na dziesięciu pozycjach nie mogło się przecież skończyć. Dziesiątka brzmi dobrze, ale 15 autorów to moje dopełnienie 🙂 Są to nazwiska ludzi, których książki przeczytałam w różnym momencie życia i wszystkie były dla mnie ważne. Od bajek dla dzieci (Milne), przez epickie historie wybrańców (Collins i Paolini) aż po ciekawość, skąd wzięły się klasyczne historie, zekranizowane póżniej np. przez Disneya (Grimm, Andersen). Wiem i liczę na to, że z czasem takich nazwisk pojawiać się na mojej liście będzie coraz więcej.

11. Suzanne Collins
12. A.A. Milne
13. Hans Ch. Andersen
14. Bracia Grimm
15. Christopher Paolini

Wpis powstał jako pierwszy z serii postów sygnowanych godłem Śląskich Blogerów Książkowych,do których niedawno dołączyłam. Dlatego od teraz 21 dnia każdego miesiąca ukazywać się będzie wpis na temat, który podejmą też inni członkowie tej grupy.

Znajdziecie ich tu:
WWW: Śląscy Blogerzy Książkowi
Facebook: Śląscy Blogerzy Książkowi

Pożegnanie Umberto Eco

Tylko w ludziach małych nie widzimy nic nadzwyczajnego.
~Umberto Eco “Imię Róży”

Nie był małym, zwyczajnym człowiekiem. Był kimś wybitnym i nietuzinkowym.
Był profesorem na Uniwersytecie we Florencji i w Blonii. Zajmował się semiotyką, procesami komunikacji oraz estetyką. Założył wydział studiów medioznawczych na Uniwersytecie w San Marino, jak również wieloletnim dyrektorem Scuola Superiore di Studi Umanistici oraz członkiem honorowym Kellogg College na Uniwersytecie Oksfordzkim. Uhonorowany został licznymi tytułami doktora honoris causa, a do samego 2005 roku zdobył ich aż 32.
Jednak najbardziej znany globalnej publiczności był jako pisarz i autor tak znanych dzieł jak “Imię Róży”, “Wyspa dnia poprzedniego” czy “Cmentarz w Pradze”.

Eco urodził się w Aleksandrii w Północnych Włoszech jako syn księgowego Giulio i matki Giovanny.

Na uniwersytetach (wtedy, choć myślę, że i obecnie) działo się całkiem inaczej niż w normalnym świecie: to nie synowie nienawidzili ojców, lecz ojcowie synów.
~Umberto Eco “Temat n pierwszą stronę”

Ojciec chciał, by jego syn został prawnikien, ale ostatecznie Umberto wybrał Uniwersytet w Turynie i kierunek filozofii średniowiecznej i literatury, gdzie w 1954 roku zdobył tytuł magistra. Ciekawym aspektem, rzutującym w późniejszych czasach na jego twórczość miał przełom, który nastąpił u niego jeszcze w czasach studiów, kiedy przestał wierzyć w Boga i wystąpił z kościoła katolickiego. W 1962 roku poślubił swoją żonę, Renatę Ramge, niemiecką nauczycielkę sztuki, z którą miał syna i córkę.
Przez lata pracy twórczej pisarz rozwinął talent do tworzenia tak zwanych “otwartych” fabularnie książek i studia nad tym procesem przedstawił w swojej książce “Otwarta praca”, wydanej w 1962 roku.
Jego twórczość zafascynowała szeroką rzeszę czytelników na całym świecie, co przyczyniło się do globalnej ekspansji jego książek i tłumaczeń jego dzieł na wiele języków. Sam Eco uważał, że jego największą inspiracją byli James Joyce i Jorge Luis Borges.
Wykształcony, inteligentny, błyskotliwy pisarz i profesor (którego tytuł na Uniwersytecie w Bolonii piastował do dnia śmierci) – tak Umberto Eco zostanie zapamiętany na zawsze przez ogromną liczbę ludzi.

Eco zmarł w nocy 19 lutego 2016 roku w Mediolanie.
Dla wielu był to “Temat na pierwszą stronę”, gdyż strata tak ważnej kulturalnie postaci na długo pozostawi świat w świecie literackim.

Nie wszystkie prawdy są dla wszystkich uszu.
~Umberto Eco “Imię Róży”

Szkoda Mistrzu, że już żadnej prawdy od ciebie nie usłyszymy.

Umberto-Eco-poets-and-writers-35867431-912-1560

Miejsce pracy twórczej

Mieszkanie. Zwykłe M-3 na zwykłym miejskim osiedlu. Tu ściany brzoskwinione, tam zielone… A u mnie w pokoju niebieskie. No i nie może być inaczej.
W pokoju okno wychodzące na południe, po przeciwległej stronie mała meblościanka z biurkiem, a pomiędzy moje łóżko i wieczny bałagan. Ale co zrobić, kiedy mój pokój, jak większość mieszkania robi za gniazdo chomików, które wszystko gromadzą, bo przecież szkoda wyrzucić… A żyć trzeba.

1
Na biurku PC, z którego nie korzystam, niedziałająca drukarka i parę innych rupieci. Ale nie porzucamy nadziei! W centrum tego wszystkiego oaza twórcza a zarazem okno na cyber-świat i źródło prokastynacji w czasach blokady umysłowej. Tak, mówię o moim laptopie.

 

Tak wygląda moje miejsce. MOJE miejsce. Moje MIEJSCE.
A przy nim zawsze znajdzie się miejsce na kubek herbaty i jakąś przekąskę.

2

Przyznaję bez poczucia winy, że jestem herbatoholikiem, ale nie zamierzam się leczyć.

3

Przyznaję, że lubię zdrowe przekąski, nawet jeśli ktoś powie, że nie wyglądam.

4

Ale od tych mniej zdrowych też się nie wywinę.
W końcu trochę słodkości jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Tak, poziom cukru u mnie w porządku. Lekarz mnie przebadał na tą okoliczność.
Poważnie.

A teraz zmykam. W końcu przy piątkowym wieczorze należałoby się ogarnąć.

~Iwona “Izzy”

PS. Lubię ciasteczka, ale dzisiaj to już przeszłam samą siebie.

RECENZJA “Ewangelia według Lokiego”

interview-with-joanne-harris-gospel-of-loki

Jako miłośniczka mitologi mogłabym się nad takimi pozycjami rozwodzić bez końca. Postaram się jednak zwęzić swoją wypowiedź do samej książki.
Napisana przez Joanne Harris pozycja zawiera w sobie lekkość, poczucie humoru i strawną, łatwo przyswajalną fabułę, krążącą wokół mitów średniowiecznej Skandynawii. I choć wydawałoby się, że mity nie są dla każdego, bo i nie każdy lubi tego typu twórczość, to “Ewangelia według Lokiego” mnie urzekła.
Muszę przyznać, że książka autorstwa Harris całkiem dobrze odzwierciedla faktyczny przebieg mitologii nordyckiej, a dzięki zręcznemu opisaniu fabuły, wszelkie niedociągnięcia zostają autorce wybaczone.
Jeśli o same nieścisłości chodzi, to mogłabym przyczepić się do kwestii pochodzenia samego boga oszustwa, przypisując mu źródło w Chaosie a nie w krainie lodowych olbrzymów.
Ci, którzy interesują się tą konkretną mitologią, znaleźliby w tej powieści więcej nieścisłości i niedociągnięć, jednak ja podchodziłam do niej od samego początku jako do powieści zupełnie lekko związanej z mitami.

128693-ewangelia-wedlug-lokiego-joanne-harris-1
“Ewangelia według Lokiego” przedtawiona została w sposób wciągający i spójny, napisana z nieco ironicznym i sarkastycznym poczuciem humoru, a to zawsze ujmuje mnie w lekturze. Podczas czytania nie miałam ani jednego momentu, w którym chciałam porzucić lekturę czy pominąć jakikolwiek fragment. Muszę więc przyznać, że umiejętności pisarskie pani Harris są na bardzo wysokim poziomie, co sprawia, że czytelnik nie ma możliwości nudzenia się lekturą.
Jest to jedna z tych pozycji, które bez wahania poleciłabym wszystkim, którzy fascynują się nie tylko mitologią czy fantastyką, ale również tym, którzy szukają czegoś co znają lecz w zupełnie nowej, niekonwencjonalnej interpretacji, albowiem jest to właśnie jedna z takich pozycji.
Nie zdradzając za nadto fabuły, mogę napisać to, co wiadomo już z mitów. Loki, bóg oszustwa, dzięki swojej inteligencji i sprytowi dostaje się do Asgarsu, krainy Asów i Wanów, a dzięki przymierzowi krwi, jaki zawiera z samym Odynem, staje się jednym z bogów. Niestetyinteligencja i złośliwość dają mu niechlubny tytuł boga oszustw i kłamstw. I mimo składania Asom i Wanom najróżniejszych podarunków, nie zyskuje on ich zaufania. I tak, podburzany przez nich status Lokiego w Asgardzie, następujące po sobie wydarzenia doprowadzają do Ragnaroku – zmierzchu bogów. Jednak jak się okazuje, jest to swoisty krąg życia. Czytając książkę, czytelnik dowiaduje się bowiem, że świat nigdy się nie kończy, a jedynie odradza na nowo. Każdy kolejny koniec świata powoduje powstanie tych samych światów, tych samych istot i w konsekwencji prowadzi tdo tych samych wydarzeń, kolejny raz powodując apokalipsę.
Złośliwe uwagi, niekiedy brzmiące tak, jakby Loki niemalże użalał się nad swoim losem jednocześnie zachowując pełny dystans do samego siebie sprawiają, że lektura tej książki staje się wbrew pozorom przyjemniejsza.

Polecam serdecznie!
~Iwona “Izzy”